Za chwilę staniemy w rotundzie przed oryginałem Deklaracji Niepodległości Stanów Zjednoczonych. Podniecenie rośnie w kolejce.
Odstaliśmy swoje pół godziny przed budynkiem Narodowych Archiwów plus przejeździliśmy godzinę samochodem
w poszukiwaniu parkingu na ulicy albo
w budynku. FULL – wszędzie pełno samochodów i ludzi. Ale w końcu udało się!
- Nie robić kolejki przed dokumentami. Rozejść się na wszystkie strony w rotundzie – wydaje instrukcje strażnik.
W rotundzie jest również wystawiony oryginał Konstytucji USA i Karta Praw. Największe skarby Ameryki.
Do przyciemnionego pomieszczenia wpuszcza się po 50 osób. Stoję blisko strażnika.
- Jak bezpieczna jest Deklaracja? – pytam.
- Ogladałaś film z Nicolas Cage. Wiem, o czym myślisz – odpowiada. – Nigdy Deklaracja nie była ukradziona. Nigdy nie będzie! Nie ma takiej możliwości. W archiwach nawet nie pozwolono na kręcenie scen filmu.
Przyznaję, że podobał mi się film „National Treasure”, który opowiada o wykradzeniu Deklaracji Niepodległości. Dreszczyk emocji przechodzi mi po plecach, gdy wreszcie patrzę na dokument.
Wyblakły, ale jakże cenny. Kimberly i Natalie dziwią się, że ciężko odczytać ręcznie pisane litery.
Za to Konstytucja i Karta są w bardzo dobrej kondycji. Dokumenty wystawiono w gablotach, gdzie temperatura jest zawsze ta sama, 62 F.
Patrzę na ludzi, którzy przyszli zobaczyć cenne dokumenty. Całe rodziny. Z małymi, większymi dziećmi.
Staruszkowie też. Rozmawiają w różnych językach. A potem wielu, podobnie jak my, kupuje kopię Deklaracji, by zabrać ją do domu. Kto dziś potrafi tak pięknie kaligrafować?
W archiwach są też inne perełki jak np. list Einsteina do prezydenta Roosevelta na temat bomby atomowej i patent żarówki Thomasa Edisona. Tylko siedzieć tu i czytać.

























